Dzisiaj jest: 19.11.2018, imieniny: Elżbiety, Faustyny, Pawła

Bieszczadzkie Skrzaty od Sapphire Art

Dodano: miesiąc temu Czytane: 1817 Autor:
Redakcja poleca!

W świecie wirtualnym pracownia znana jest jako Sapphire Art- fanpage Katarzyny Szafirskiej, pieszczotliwie zwanej "Mami"...

Bieszczadzkie Skrzaty od Sapphire Art
Gdzieś w podbieszczadzkiej wsi,w sąsiedztwie rysi, niedźwiedzi i wilków, pod strzechą chałupy z bala, istnieje pracownia w której na świat przychodzą skrzaty- w Bieszczadzie zwane Czadami ( tak w każdym razie głosi legenda).

W świecie wirtualnym pracownia znana jest jako Sapphire Art- fanpage Katarzyny Szafirskiej, pieszczotliwie zwanej "Mami".

Mami, to ja. Prywatnie jestem mamą prawie 19 letniej Pauliny. Córkę urodziłam w trakcie studiów. Jak każda młoda dziewczyna, miałam wtedy plany, marzenia. Życie je jednak szybko zrewidowało. Okazało się bowiem, że Paulina jest niepełnosprawna, a poziom Jej niepełnosprawności jest tak głęboki, że nigdy nie będzie nawet w najmniejszym stopniu niezależna.
Skoncentrowałam się więc na terapii i rehabilitacji córki, zostawiając życie osobiste na bocznym torze. Z upływem czasu zdałam sobie sprawę, że utknęłam w martwym punkcie, bez perspektyw na lepsze jutro, bez odskoczni od obowiązków, z rosnącymi problemami finansowymi i kompletnie nie zrealizowana jako człowiek.
Jedyna płaszczyzna na jakiej mogłam się wykazać to rola matki, opiekunki, pielęgniarki, rehabilitantki, terapeutki. Nie tak wyobrażałam sobie swoje życie. Czasami trudno to nawet było nazwać życiem. Nie narzekałam, ale wraz z upływem lat zaczęłam czuć narastającą potrzebę zrealizowania siebie, zaistnienia poza schematem w którym utknęłam. Pragnęłam być potrzebna inaczej, ale też pokazać, że mogę coś więcej.

Jak to się zaczęło...

Miłość do córki była dla mnie niezwykle ważna, ale chciałam również odzyskać miłość własną. A może przy okazji, spełnić swoje artystyczne marzenia. I tak, korzystając z wolnych chwil, zaczęłam tworzyć rękodzieło. Na początku były to głównie ozdobny świąteczne, potem doszedł scrapbooking. Każde nowe dzieło stanowiło mały krok w kierunku jaśniejszej strony życia.

Ostatecznie utworzyłam bazarek charytatywny dla Pauliny na FB.
Dzisiaj wystawiam na nim swoje prace. Znajomi namówili mnie również, aby stworzyć własne miejsce w sieci... 


Okno na mój świat, dzięki któremu ludzie będą mogli dowiedzieć się więcej o mojej twórczości. Prowadzenie bazarku i tak zajmuje dużo czasu, także nie zdecydowałam się na bloga-ostatecznie padło na fanpage.

W ten oto sposób, 14 października 2017 roku powstała pracownia Sapphire Art.

Bardzo szybko okazało się, że w krainie mojej wyobraźni zamieszkały skrzaty.

 

Dzisiaj nie potrafię sobie nawet przypomnieć, jak narodził się pomysł na skrzaty. Wiem jednak, że bardzo je lubię.

Stworzyłam więc własną wersję. Skrzaty szyję na zamówienie, pod konkretnego człowieka. Nie wyobrażam sobie wypuszczenia ich w świat bez własnego ekwipunku.

Każdy skrzat, który rodzi się w pracowni, powstaje w współpracy z Jego przyszłym właścicielem.

Czasami osoby zamawiające, którym podobają się moje stwory, nie do końca wiedzą jakiego skrzata chcą: wtedy dostaję wolną rękę i mogę puścić wodze fantazji. Staram się przy tym wyczuć, jaki skrzat pragnie przyjść na świat i w jakim domu zamieszka. Wierzę w tego rodzaju inspirację.
Kocham w szczególności ten moment, kiedy przesyłam pierwsze robocze zdjęcia i czytam pełne zachwytu komentarze: " jaki cudny, o takiego właśnie mi chodziło, zakochałam się w nim ".

Czasami otrzymuję prośby o szablon, wykrój, według którego ktoś mógłby uszyć podobnego skrzata. Ja jednak nie posiadam nic takiego. Każdy skrzat powstaje w mojej głowie z potrzeby serca. Biorę po prostu materiał , nożyczki i kroję.

Muszę przyznać, że wszystko tak robię. Tak samo jest z ubraniem, butami i skrzacimi dodatkami. Skrzaty najczęściej kojarzą się z czasem świąt Bożego Narodzenia. Moje jednak są inne, bieszczadzkie.
Czasami trafiają do swoich właścicieli jako prezenty na różne okazje- urodziny, rocznicę ślubu, narodziny dziecka, podziękowania, komunię świętą.
Ale najczęściej są poprostu strażnikami domów, przyjaciółmi, bo ich zadaniem jest nieść dobro, miłość i szczęście każdemu do kogo trafiają. Być może wyda się Wam to naiwne, ale ta odrobina bajkowości, wiary w magię naprawdę potrafi zdziałać cuda.

Skrzaty mają też swoją ważną misję- wspierają Paulinę.

Dochód ze sprzedaży trafia na konto fundacji Pauliny. Dzięki temu na początku roku mogłam sprawić córce wymarzony wózek. Teraz zbieramy na dalsze leczenie i rehabilitację oraz rower z platformą na wózek. Do tej pory powstało prawie 140 skrzatów. Kilka z nich powędrowało na inne bazarki i aukcje charytatywne, wspierając innych potrzebujących. Informacja o skrzatach rozchodzi się często drogą pantoflową. Mój fanpage nie ma tysięcy polubień, ale żyje własnym życiem. Dzięki życzliwości ludzi dobrej woli okazało się, że niejeden dom potrzebuje swojego skrzata. 

Możecie się z tego śmiać, ale od początku tej przygody postanowiłam pełnić rolę skrzaciej "Mami".

Rozmawiam z każdym Marcjuszem, Konstansem, Sierosławem który opuszcza moją pracownię. Rozmowy ze swoimi dziećmi przytaczam pod zdjęciami prezentowanych skrzatów, przy okazji przedstawiając je, bo jak już się domyślacie, każdy z Nich ma swoje imię.

Od sierpnia tego roku moim bieszczadzkim skrzatom towarzyszy również certyfikat autentyczności.

 
skrzaty

Znajdziecie w nim powierzone skrzatowi zadanie, Jego imię, którym z kolei jest skrzatem i skąd pochodzi.

Na ten moment nie wyobrażam sobie już życia bez moich skrzatów.

Pomimo domowych obowiązków i opieki nad Pauliną, które nadal pochłaniają mnóstwo mojego czasu. Pomimo zmęczenia, które w gruncie rzeczy towarzyszy mi ciągle od lat, ponieważ od własnego, niepełnosprawnego dziecka nie da się wziąć wakacji.
Dzisiaj, w zależności od wielkości i od wszystkich towarzyszących mu dodatków, kazdy skrzat wymaga od 10 do 15 godzin mojej pracy. Dwa dni robocze.

Obecnie mam wolne terminy na kwiecień 2019 roku, i niestety, wszystkim pytajacym mnie " czy nie dałoby się jeszcze zrobić małego, malutkiego skrzata na koniec roku" muszę odpowiedzieć nie.

Jestem mamą Pauliny. Zostałam również skrzacią Mami.

I ta podwójna rola bardzo, ale to bardzo mi odpowiada. Czuję się spełniona, znalazłam swoje miejsce na ziemi, realizuję się społecznie, towarzysko i co najważniejsze- mam swoje hobby, dzięki któremu mogę czasami zapomnieć o troskach codzienności. Jestem szczęśliwa i rozpiera mnie duma. Ostatecznie w różnych zakątkach Polski mieszkają skrzaty bieszczadzkie, a kilkoro moich dzieci ma swoje domy za granicami kraju. Jestem matką, matką którą życie uszyło na wymiar, dlatego i ja kroję i szyję dla Was.

Zapraszam, rozgośćcie się i bądźcie współtwórcami mojego świata. 

Autor: Katarzyna Szafirska
https://web.facebook.com/SapphireArtLove/
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz Ukryj formularz
Captcha
Przepisz tekst widoczny na obrazku.
Polecane