Dzisiaj jest: 9.12.2019, imieniny: Anety, Leokadii, Wiesława

O wyższości Mućki Kargulowej nad Kamilem Stochem

Dodano: rok temu Czytane: 1717 Autor:

Akcja sprzed kilku dni: w niedzielny poranek włączam telewizor - ma być transmisja skoków z Japonii. Już jest i to od dawna – końcówka drugiej serii. (emerytom w weekend też zdarza się pospać dłużej)

O wyższości Mućki Kargulowej nad Kamilem Stochem

W kuchni parzę kawę i jednym uchem słucham zaspanych komentatorów: „Miejmy nadzieję (zieeew), że niedziela (zieeew) będzie bardziej łaskawa dla naszych zawodników (zieeeew)”.

Aha - myślę sobie, czyli nasze orłoje nie pofruwały za wysoko. Znów nadzieja nasza Matka Polka ma pełne ręce roboty.
I w tym momencie na belce zasiada Kamil Stoch. Jedzie, jedzie i siup! Walnął tak, że sam się przestraszył i w wymownym geście chwycił za serce! 148,5 metra! Jak na skocznię z punktem K na 123 metrze to wynik powalający! Nowy rekord skoczni!
 

Stochu się pewnie przestraszył, że Japońcom skocznię zepsuł. Miejscowi z Saporro mają na Polaków oko od 1972 roku, gdy Wojtek Fortuna na tej samej skoczni zdobył złoty medal olimpijski. Gdy w pierwszej serii Fortuna osiągnął rezultat 111 metrów, Niemcy i Czesi domagali się przerwania konkursu i powtórzenia skoku. Głosami 3:2 sędziowie opowiedzieli się za kontynuowaniem. W sumie przeważył głos sędziego japońskiego, który liczył że ich faworyt Yukio Kasaya, który w pierwszej serii osiągnął 106 m, poradzi sobie z Polakiem. Nie poradził. Ani Japoniec, ani Austriak, ani Niemiec z Enerdowa. Od tej pory Japończykom Fortuna kojarzy się podobnie jak Sobieski Turkom.

A tak na marginesie – Japończycy byli pewni, że ich zawodnik zwycięży i 50 tysięcy widzów na skoczni i miliony przed telewizorami zeszło na zawał gdy Nasz Orzeł wylądował. Ani TVP ani Polskie Radio nie transmitowały skoków z Sapporo. Japończycy - masochiści na głównym kanale swojej państwowej TV zobaczyli skok naszego mistrza w 85 powtórkach.

Yukio Kasaya za wygraną miał dostać Toyotę i zaproszenie na audiencję do cesarza Hirohito. Nie wiem czy cesarz był łaskaw oglądać niedoszłego japońskiego mistrza po takim skoku Polaka, a samochód Yukio pewnie musiał kupić sobie sam. Dał radę - na biednego nie trafiło. Nasz Wojtek mistrz miał znacznie gorzej - został wprawdzie bogiem, ale skok nie dał mu fortuny, tylko uścisk dłoni pierwszego sekretarza partii słusznie minionej.

 

W rezultacie Stoch, który po pierwszej serii był na miejscu szóstym, uplasował się na drugim stopniu podium.

A ja wówczas pomyślałam o tej nadziei na lepszą niedzielę. Nadzieja jest Polką, na pewno. Przez całą naszą historię mamy nadzieję na zmianę na lepsze. Tylko najpierw psujemy to, co osiągnęliśmy, tracimy co zdobyliśmy a potem trwamy w nadziei i walczymy o przywrócenie minionego. Jak ten Stoch – najpierw skok zepsuje a potem odrabia straty. W ten sposób Polacy zużywają dwa razy więcej energii i potencjału, niż inne narody. Najpierw budujemy i to budowanie nam świetnie wychodzi. Potem trwamy w cieplej stabilizacji i zamiast się z niej cieszyć, starać się umocnić a nawet zwiększyć stan posiadania, to coś nas znów popycha ku zagładzie. Ten pęd ku zagładzie też nam wychodzi świetnie. Znów niewola, niebyt, bieda, ruina. Ale powstajemy i odbudowujemy! I znów nam idzie to świetnie.
I tak przez całe ponad tysiąc lat historii. Niczego się nie uczymy. Nie jesteśmy mądrzy po szkodzie. Kargulowa Mućka jak lazła w szkodę, to się przynajmniej nażarła do syta! A my nie – głupi przed szkodą i tacy sami po szkodzie.

Pana Prezydenta proszę uprzejmie o nadanie obywatelstwa polskiego albo chociaż karty stałego pobytu Mądrości i Zgodzie. Niech razem z Nadzieją wspólnie zbudują coś trwałego i dla wszystkich.

Być może moja ocena dziejów Polski i Polaków jest zbyt surowa ale jest szansa, że teraz się coś zmieni, bo nasi rządzący chyba znaleźli na to sposób – na nowo piszą historię Polski. Wreszcie w podręcznikach nie będzie jakichś tam klęsk i nieszczęść narodowych, tylko będą epoki troszku lepsze i ciut gorsze, ale za to zawsze pełne wielkich zrywów i dokonań Prawdziwych Polaków.

W telewizorze właśnie mówią, że Okrągły Stół wcale taki okrągły nie był, Magdalenki były za suche i żeby przełknąć trzeba było ostro popić, a 4 czerwca to marginalne święto wywrotowców z Europejskiego Centrum Solidarności.
 

Od czasu do czasu sprawdzam, czy na pewno jestem historykiem. Pokicałam do szuflady – wyciągam dyplom, napisane jak byk: mgr historii. Gapię się na dokument i marzę: oby nigdy więcej nie był mi potrzebny! Nie w tym kraju! Nie dałabym rady nauczyć dzieci tej nowej historii Polski.
 

Z cyklu: Starej Wydry zamieszki słowne.
11 lutego 2019 r.

Dodaj komentarz
Dodaj komentarz Ukryj formularz
Captcha
Przepisz tekst widoczny na obrazku.
Komentarze (Ilość: 1)
Rosnąco Standardowy
  • Pisz więcej
    2019-02-13 08:34:43 Zgłoś
    Już nie mogę się doczekać Twojego następnego felietonu. A przemyślenia - niestety słuszne. Niczego sie nie nauczyliśmy przez tysiąclecia. I teraz też nam to nie grozi. Nawet jak trawę pomalują na zielono. to znaczy... podręczniki
Polecane