Dzisiaj jest: 21.9.2018, imieniny: Darii, Mateusza, Wawrzyńca

Nauczyć cię szacunku? No to Cię nauczę!

Dodano: 3 miesiące temu Czytane: 3993 Autor:

Felietony Dany to nowy cykl artykułów o przyjaźni, o uczuciach, o wartościach ważnych w życiu... Zatrzymaj się, przeczytaj, przemyśl...

Nauczyć cię szacunku? No to Cię nauczę!
Każdy powinien mieć szacunek do siebie. Szanowanie swojego czasu, swojej pracy to jednak bardzo trudna sztuka, którą nie każdy potrafi opanować. Szacunek do drugiej osoby to coś jeszcze trudniejszego, tego może nas nauczyć tylko ojciec, matka, babcia, ktoś kto jest dla nas autorytetem. Ja uczę szacunku do siebie za darmo, ale lekcję którą ode mnie dostaniesz, zapamiętasz na całe życie.

Zawsze mnie wkurzało spóźnialstwo, niedbalstwo i ignorancja. Już w przedszkolu dałam koledze kopniaka w przysłowiowe jaja, bo zniszczył zamek z piasku, który budowałam starannie i mozolnie przez pół dnia. W szkole moja mama miała ze mną prawdziwe utrapienie i latała co chwile na dywanik do nauczycielki, bo zawsze byłam w centrum awantury. "Znowu awantura o nic? Córciu, kiedy ty się uspokoisz?" - mówiła, nie rozumiejąc, że ja nie daję innym popalić "za darmo". Zawsze powód był ten sam - ktoś nie szanował mnie albo mojej pracy.

Kiedy poznałam mojego męża los wystawił mnie na prawdziwą próbę. Ja - zawsze poukładana, punktualna, dokładna, on - roztrzepany, lekkoduch, wiecznie nieprzytomny i codziennie spóźniony. Jednak serce nie sługa i nigdy nie wiadomo co nas w życiu czeka. Ja akurat trafiłam na swoje zupełne przeciwieństwo, a przeciwieństwa jak widać się przyciągają, bo jesteśmy razem już 15 lat! Chociaż nie obywa się bez zgrzytów i cichych dni, ale... kto ich nie ma!?

Każdy kto mnie zna, wie, że życie ze mną nie jest łatwe. Jestem uparta, zawzięta i bardzo często nie umiem odpuścić, a jeśli jestem pewna, że mam rację, to nie ma zmiłuj. No cóż, nie zamierzam się zmieniać, bo dobrze mi z tym. Jeśli więc chcesz być częścią mojego życia musisz mnie zaakceptować taką jaką jestem.


 

Mój czas - moje zasady!


Jestem osobą niezwykle aktywną. Uwielbiam kreatywnie spędzać czas. Nigdy się nie nudzę i nienawidzę nicnierobienia. Doba powinna dla mnie trwać 48 godzin, a tydzień 12 dni, może wtedy udałoby mi się zrealizować chociaż część tego, co sobie zaplanowałam. Dlatego kiedy ktoś się ze mną umawia musi zrozumieć, że daje mu coś dla mnie bardzo cennego - czas - którego ciągle mi brakuje.

Mój obecny mąż bardzo długo nie mógł zrozumieć dlaczego się tak wściekam na te jego spóźnienia. Na hasło "Pośpiesz się - nie mamy czasu!" zawsze odpowiadał z prędkością leniwca "Jak to nie mamy czasu? Przecież czas jest, był i zawsze będzie..." To oczywiście doprowadzało mnie do szału. Na nic się zdały moje fochy, awantury, wyrzuty, ciche dni...

 

fot. gram.pl

Pewnego dnia (jeszcze nie byliśmy małżeństwem) mieliśmy ważną imprezę. Ponieważ pracowałam do późna umówiliśmy się, że po mnie przyjedzie. Byłam pewna, że się spóźni, więc zadzwoniłam do niego na kilka godzin przed naszym spotkaniem i powiedziałam "Kochanie bardzo cię proszę, żebyś dzisiaj się nie spóźnił, a jeśli to zrobisz obiecuję ci, że będzie to twój ostatni raz". Oczywiście nie uwierzył w moją groźbę. Wybiła godzina zero, oczywiście nie przyszedł w umówione miejsce, postanowiłam więc że nie będę czekać ani minuty dłużej. Poszłam na imprezę sama. A on? Dojechał, a jakże! Spóźniony - rzecz jasna - o jakąś godzinę, bo najpierw spóźniony podjechał pod moją pracę, następnie dzwonił milion razy, a gdy moja komórka przestała odpowiadać poszedł mnie szukać. Zanim znalazł kogoś kto mu powiedział, że dawno już wyszłam z pracy minęły kolejne minuty... jednak nie tylko minuty mijały tego wieczora. Nasze osoby też bardzo się mijały na tej imprezie. Nie miałeś czasu dla mnie - mówiłam - teraz ja nie mam go dla ciebie. A to był dopiero początek! Imprezę przetańczyłam.... z każdym, z każdym oprócz mojego chłopaka. Bawiłam się wyśmienicie. A on wodził za mną oczami i widziałam tylko jak z zazdrości zagryza wargi.

Po imprezie wracaliśmy do domu w kompletnej ciszy. Ja nic nie mówiłam, bo nie miałam ochoty, a on milczał, bo wściekłość nie dała mu gadać.

Rano przy śniadaniu nagle mnie pyta: "Już ci przeszło, czy nadal jesteś na mnie zła za to jedno, głupie spóźnienie?". Nie wiedział biedny co robi, bo tym jednym pytaniem wywołał we mnie taką wściekłość, że myślałam, że eksploduję! "Jednyyymmmm!!!???" - krzyczałam do środka duszy. I wtedy zrobiłam mu wykład, który pamięta do dziś, chociaż minęło już 13 lat:

Mój drogi, znamy się już dwa lata. Zdążyłeś mnie już poznać na tyle, by wiedzieć co lubię, a czego nie znoszę, co mnie śmieszy, a co denerwuje. Mówiłam ci miliony razy, że strasznie mnie drażnią twoje spóźnienia. Z nami jest tak samo jak w tej przypowieści o ojcu i niesfornym synu - pozwól, że ci o tym opowiem. 

Był sobie ojciec i syn. Ojciec pewnego dnia zaprowadził syna przed dom, dał do ręki młotek, gwoździe i rzekł:

- Za każdym razem, gdy zrobisz mi przykrość wbij jednego gwoździa w ten płot.

Syn dzień po dniu, miesiąc po miesiącu wbijał gwoździe w płot. Po roku zawołał ojca i zadowolony pokazał płot wypełniony gwoździami.

- A teraz synu weź te obcęgi i wyjmij wszystkie gwoździe - rzekł spokojnie ojciec

Gdy syn wyjął już wszystkie gwoździe ojciec powiedział:

- Zobacz synu teraz na ten płot. Ledwo się trzyma, jeszcze kilka gwoździ i rozpadnie się na kawałki. A teraz wyobraź sobie, że ten płot to moje serce, a te gwoździe, to wszystkie złe uczynki i przykrości, które zrobiłeś mi w ciągu roku... Gdy sprawiasz mi przykrość wbijasz mi takiego gwoździa prosto w serce, gdy przeprosisz wyjmujesz go, ale dziura pozostaje...

Mój chłopak siedział i słuchał tej przypowieści z otwartymi szeroko oczami, które powoli napełniały się łzami.

Doprowadzić faceta do płaczu, to jak dokonać niemożliwego, a jednak...

- Mój drogi - dodałam na koniec - wiesz, że nienawidzę spóźnialstwa? Dlatego sama nigdy się nie spóźniam. Bardzo szanuje mój czas i chciałabym, abyś ty też go szanował. Dałam ci tą wczorajszą lekcję za darmo, kolejna będzie cię więcej kosztować. Kolejna będzie cię kosztować - mnie!


Pewnie zastanawiasz sie jak to wszystko sie skończyło? Mogło być różnie, ale skończyło się dobrze. Gdyby mój własny facet nie uszanował mnie - najbliższej mu osoby, nie mielibyśmy o czym dalej rozmawiać. Jeśli poważnie o kims myślisz, musisz czasami postawić wszystko na jedną kartę, aby sprawdzić czy ten ktoś tak samo poważnie traktuje ciebie. Podobną lekcję dostało ode mnie już wiele koleżanek. Jedne są mi za to wdzęczne, inne obraziły się na amen i nie chcą mnie znać. Wcale tego nie żałuję, dzięki takiej naturalnej selekcji wiem z kim warto trzymać sztamę. Dzięki temu, że jasno wyznaczam granice inni mnie szanują, a ja szanuję innych.

A co z moim chłopakem?

Od tamtego czasu mój chłopak (obecny mąż) nigdy nie przyszedł spóźniony, gdy umówił się ze mną, a jeśli zdarzyło mu się utonąć w korkach lub wypadło mu coś niespodziewanego - zawsze dzwonił wcześniej i uprzedzał, że będzie miał kilkuminutowy poślizg.

Dziś mój mąż bardziej panuje nad czasem i widzę, że stara się nim zarządzać tak, by nie trzeba było na niego za długo czekać. Gdy umawia się ze mną, zawsze przychodzi punktualnie. Lekcja, którą dostał kilkanaście lat temu uświadomiła mu, że nie jest panem świata, a czas chociaż jest, był i będzie, dla każdego jest tak samo ważny. Każdy człowiek zasługuje na szacunek. Pamiętajmy jednak, że gdy nie mamy go dla siebie, nikt nie będzie szanował nas.
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz Ukryj formularz
Captcha
Przepisz tekst widoczny na obrazku.
Polecane